
Reportaże:
Autor: Tomasz Bielecki Źródło: WIATR. Magazyn dla żeglarzy.
BORNHOLM: Odwiedzić i wracać, czy zostać na dłużej ?
Niektórzy żeglarze wpadają tu tylko na piwo, by po paru godzinach wracać przez Bałtyk lub wyruszyć dalej na północ lub na zachód. To błąd. Na tej przytulnej wyspie warto spędzić choćby kilka dni.
Bornholm to niezwykłe miejsce. Kiedy pierwszy raz podjechałem pod sklep Netto w Nexo (najlepsze zakupy na wyspie), polskim zwyczajem przywiązałem rower do stojaka. Po wyjściu zobaczyłem, że rowerów dookoła jest kilkadziesiąt, ale przywiązany – tylko mój. Jeśli jest gdzieś w Europie zakątek, w którym zasady powszechnej uczciwości jeszcze się uchowały, to Bornholm jest tego miejsca bardzo blisko. Nie psują tego nawet liczni turyści z krajów, gdzie standardy etyczne nie są na tak wysokim poziomie.
Na skrzyżowaniach lokalnych, bornholmskich dróg, często można znaleźć niewielkie budki przypominające karmniki dla ptaków. Miejscowi farmerzy wystawiają tam torebki z fasolą, pęczki marchwi i cebuli, drobne ozdoby ceramiczne. Nad budką wisi kartka z napisem: 5 koron. Przejeżdżający wybierają co chcą i zostawiają zapłatę. Nikt tych małych straganów nie pilnuje. I chyba nie zdarza się, by ktoś te drobniaki zabrał.
Co trzeba skosztować?
Na wyspie co parę kilometrów spotkacie zbiorowiska stożkowych konstrukcji zakończonych smukłymi kominami. To rogeri, czyli wędzarnie ryb. Miejsca, gdzie smakosz znajdzie wyborne śledzie, makrele, łososie i pstrągi po cenach, które nie straszą. Ryby warto popić Tuborgiem lub znakomitym, miejscowym piwem Bornholmer Bryg Classic.
Odważniejsi sięgną po mocny Akvavit, ale tego napoju nikomu polecać nie będziemy. Warto też ostrzec przed próbami wypicia wina z Lille Gadegaard koło Petersker. Ten kwaśny cienkusz wykręca język w korkociąg.
Co trzeba wypożyczyć?

Niekoniecznie zmieści się na jachcie, ale na szczęście na miejscu można go niedrogo wypożyczyć. Rower to na duńskiej wyspie najpopularniejszy i najlepszy środek transportu. Bornholm ma ponad 200 kilometrów znakomitych ścieżek i dróg rowerowych pokrytych równym asfaltem. Tu nawet nieutwardzone ścieżki w lesie są równiejsze od trasy katowickiej.
Kierowcy samochodów mają na wyspie zaledwie dwie główne drogi, ale nawet tam ich auta są pojazdami podporządkowanymi ruchowi rowerowemu. Człowiek na rowerze jest na Bornholmie święty. Bezpieczeństwo gwarantują mu nie tylko przepisy, ale też niezwykła kultura kierowców. Więc po krótkim odpoczynku w porcie łapcie za rowery i w trasę. Ale ostrzegam – drogi są pagórkowate, a podjazdy mogą wyciągnąć z rowerzysty wszystkie siły.
Co trzeba zobaczyć?
Będąc na wyspie z pewnością trzeba wpaść na zamek Hammershus położony w północno-zachodnim zakątku. Efektowne ruiny po XII-wiecznej twierdzy należą do jednych z największych w północnej Europie. W XVI wieku bornholmczycy zdobyli górujący nad ich wyspą zamek i zaczęli go rozbierać, by więcej nie mógł być siedzibą królewskiego namiestnika. Ale po paru latach zmienili zdanie i szybko go odbudowali.
Wpadnijcie na plaże w Dueodde, pokryte białym, czystym piaskiem o niezwykle małej granulacji. To najpiękniejsze plaże w całej Europie i w dodatku prawie puste. Dla kogoś kto przeżył horror polskiego wybrzeża, z klepiskami pokrytymi petami i puszkami po piwie, będzie to nadmorski raj. W średniowieczu drobnego piasku z Bornholmu używano do klepsydr na całym kontynencie. Warto odwiedzić Hellingdoms koło Gudhjem. Urwiste, granitowe skały, stworzyły tu jedno z najbardziej malowniczych wybrzeży. Tuż obok skalnego parku jest Bornholmskie Muzeum Sztuki. Nie znajdziecie tam ani jednego impresjonisty, ale jest kilka obrazów, które zwiedzających zaskoczą i pewnie zadziwią.

Na wyspie są cztery kościoły rotundowe. Nie wiadomo skąd się tutaj wzięły. Budowle o podobnej konstrukcji tworzyli tylko templariusze, stąd legenda, że uciekając przed prześladowaniami dotarli na Bornholm i oczywiście właśnie tutaj zakopali swoje fantastyczne skarby. Miejscowi spece od turystyki nie dementują tych rewelacji. Ale nawet bez skarbów kościoły obejrzeć warto, zwłaszcza najładniejsze w Olsker i Nylars.
Jeśli macie smykałkę do luksusowych dyscyplin sportowych to możecie odwiedzić jedno z czterech pól golfowych. Dwa najlepsze położone są koło miejscowości Ro, ale równie znakomite można znaleźć tuż obok plaż w Dueodde.
Jeśli natomiast zabraliście na pokład dzieci, to wręcz obowiązkowa będzie wizyta w Joboland koło Svaneke. W tym parku wodnym Wasze pociechy będą szaleć przez kilka godzin, a ze 125-metrowej Szalonej Rzeki, po której zjeżdża się na gumowych kołach do basenu, ciężko je będzie zabrać. Ale, bądźmy szczerzy, nie jeden bezdzietny dorosły udaje się do tego parku, by przez chwilę samemu pobawić się jak dziecko.
Co można kupić?
Przy rowerowych trasach co parę kilometrów można znaleźć zaproszenie do gospodarstwa, by zobaczyć wyroby rękodzieła. Wielu bornholmczyków zajmuje się produkcją ceramiki, ale są też galerie malarstwa, rzeźby w drewnie i tkaniny artystyczne. Z pewnością nie wszystkie wyroby zasługują, by zaliczyć je do sztuki, ale zatrzymywać się warto. Ceny bornholmskich rękodzieł do niskich nie należą, ale jeśli się dobrze poszuka, można znaleźć coś na pamiątkę.
Po paru dniach spędzonych na tej spokojnej, nieco sennej, ale pełnej uroku wyspie, nie chce się wyjeżdżać. Są tacy, którzy wpadają tu na chwilę, a zostają na długie lata. Dom na Bornholmie kosztuje tylko trochę więcej, niż dom w okolicach Kołobrzegu, najbliższego polskiego miasta.